Porady

Jaki motocykl kupić? Kawasaki ZX10R

Ducati vs Honda, Yamaha czy BMW - motocyklowy sezon decyzji "jaki motocykl kupić?" trwa w najlepsze. Przedstawiamy drugi odcinek naszych porad.

Pierwszą część naszego cyklu poświęconą Triumph Street Triple 675 znajdziecie tutaj: Jaki motocykl kupić? Triumph Street Triple 675. Tym razem pod lupiębierzemy kultowego zielonego potwora. 

Kawasaki Ninja - jeśli jest ktoś kto nigdy nie poczuł dreszczu na plecach na dźwięk tych słów, zapewne trafił tu przypadkiem, szukając testów Arabiki. Odczuwają to nawet wielbiciele Yamahy i Hondy, tylko nie chcą tego przyznać. Pewien wspaniały redaktor motoryzacyjny powiedział kiedyś "Grand Prix pensjonariuszy szpitali psychiatrycznych rozgrywanoby na maszynach Kawasaki".

Istniało na świecie wiele sportowych motocykli. Niektóre były wyjątkowo udane i wspaniałe. Jednak większość z nich efektownie przejeżdżała przez swoje czasy i gdy pojawiał się następca, szybko pamięć o poprzedniku mijała. Tylko kilka modeli zderzyło się z historią i utkwiło w niej tak mocno, jak grzebień w grzywce Jasona Stathama.

Pierwszym takim motocyklem był Vincent Black Shadow. Przejażdżka z prędkością 200 km/h na motocyklu wyposażonym w nieznacznie zmodernizowane zawieszenie taczki i hamulce rodem z konnej bryczki czyniło z chłopców mężczyzn, a z mężczyzn herosów. Potem pojawiło się Ducati 916 i okazało się, że Włosi potrafią tworzyć dzieła sztuki nie tylko na płótnie czy w kamieniu, ale także w metalu pokrytym plastikiem.

kawasaki-ninja-2

Co wyjątkowego było w Kawasaki ZX10R, że i ono również wybiło sobie głęboka niszę w historii motocykli? Jego pierwsza generacja. Dowody rejestracyjne tych motocykli wystawiano na drukach nekrologów. Nabywcy otrzymywali od producenta mapę, na której nie zaznaczano już serwisów, bo maszyna okazała się bardzo udana od strony technicznej i nie było takiej potrzeby. W zamian, podchodząc do sprawy praktycznie, zaznaczano na niej najlepiej oceniane zakłady pogrzebowe. Nie, wcale nie dlatego, o czym myślicie. Po prostu każdy, kto miał okazję odkręcić tej maszynie do oporu, był na resztę życia pozbawiony możliwości odczuwania strachu. Choćby nawet spotkał samego wracającego do domu Mike Tysona, leżąc w łóżku z jego nagą żoną.

Dlaczego polecamy Kawasaki Ninja ZX10R?

Dlaczego polecam pierwszą, produkowaną od roku 2004, generację Kawasaki ZX10R? Wcale jej nie polecam. Nie mogę. Wydawca zakazał mi opisywania min przeciwpiechotnych, krzeseł elektrycznych, karnetów na nurkowanie z rekinami i pierwszej generacji Ninji. Dlatego pozwoliłem sobie poddać testowi generację trzecią, z lat 2008 - 2010. Na niej, przy zachowaniu dużej dozy ostrożności, już daje się jeździć.

Dlaczego więc właśnie ten motocykl? Z kilku powodów. Rzeczywiście jest tak, że ma silną konkurencję. Nawet w swej dalekiej ojczyźnie mierzy się z Yamahą R1, Suzuki GSX-R 1000 czy Hondą CBR1000RR. W Europie dochodzą genialne maszyny włoskie oraz rzecz jasna BMW S1000RR. Trudno spotkać motocyklistę, który w tej masie doskonałych motocykli zwróci swój wzrok w kierunku ZX10R. Ale jednocześnie każdy doskonale wie, że jest tylko jedna marka dla prawdziwych mężczyzn.

Wierzcie mi lub nie, ale testując ten motocykl niezwykle często spotykałem ludzi mówiących "Ty tym jeździsz??? Uważaj na siebie kolego. To poj….y motor". Gdy parkowałem R1, nie zdarzały mi się takie sytuacje.

Rzecz druga - to jedna o ostatnich maszyn pozbawionych elektronicznej kontroli trakcji. Nie posiada nawet ABS-u. Jeżdżenie takimi pojazdami przypomina ujeżdżanie dzikiego byka. Dzisiejsze maszyny to też dzikie byki, ale przywiązane za wszystkie kopyta do lawety i wiezione właśnie nią z ogromną prędkością. Niby też siedzisz na strasznym potworze i również pędzisz w zawrotnym tempie, ale masz za zadanie jedynie mocno się trzymać.

Po trzecie - gdyby ktoś chciał wśród wielkiej japońskiej czwórki wskazać markę o najbardziej włoskim - chimerycznym, bezkompromisowym, dzikim i szalonym charakterze, to odpowiedź jest oczywista.

Jednostka napędowa

Jednostka napędowa Kawasaki ZX10R to typowy rzędowy litr o mocy 188 KM, osiąganej przy 12500 rpm. Maksymalny moment to 113 Nm przy 8700 rpm. Silnik współpracuje z nastawnikiem w układzie wydechowym, znacząco poprawiającym wyjście z niskich obrotów. W konsekwencji napęd zielonych rozwija moc bardzo płynnie i nie wymaga kręcenia pod czerwone pole dla uzyskania swej niesamowitej dynamiki.

Sprzęgło posiada antyhopping i pracuje bardzo dobrze. Pewne zastrzeżenia można mieć do skrzyni biegów. Co prawda wykonuje swoje podstawowe zadanie wzorowo, ale daje bardzo kiepski feedback podczas zmiany biegów.

Uprzedzając pytanie o awaryjność - legendy o trzeciej panewce opowiadają ludzie, którzy zapewne koło tego modelu Kawasaki nawet nie stali. Mk3 tego typu problemów nie ma. Oczywiście to wysilony silnik, jak każdy litr i przed to absolutnie nie idiotoodporny, ale używany zgodnie z przeznaczeniem, po 50 tys. km nie zużywa oleju podczas typowej szosowej jazdy.

Rama, zawieszenie i hamulce

Już pierwszy rzut oka na poprowadzoną ponad silnikiem grzbietową ramę Kawasaki ZX10R wzbudza zaufanie. Po demontażu owiewek zauważamy, że odległość od punktu mocowania głowicy do podstawy zbiornika paliwa jest wyznaczana tak ogromnym blokiem aluminium, że pozwala to na pominięcie zagadnienia jej sztywności. Przednie koło prowadzone jest odwróconym widelcem Kayaby o średnicy rur nośnych 43 mm, pokrytych powłoką DLC. Oczywiście jest on w pełni regulowany. Tylne koło prowadzi potężny dwuramienny wahacz z również w pełni regulowanym elementem Uni-Trak.

Hamulce przednie to charakterystyczne dla Kawasaki zębate tarcze o średnicy 310 mm, współpracujące z czterotłoczkowymi zaciskami Tokico. Tylna tarcza o średnicy 220 mm ma na sobie jednotłoczkowy pływający zacisk tej samej firmy. Jeśli chodzi o wrażenia z używania tego zestawu, to uczucie gumowatości przewodów, być może wywołane ich wiekiem, skłoniło mnie w czasie testu do zmiany ich na nowe, w stalowym oplocie oraz klocków na Brembo. To znacząco poprawiło efektywność układu, ale nie ukrywam, że japońska konkurencja wypada tu nieznacznie lepiej.

Wygląd maszyny

Powiedzmy to wprost - Kawasaki ZX10R pierwszej i drugiej generacji są tak szpetnie brzydkie, że chciałbym zostać prezesem Kawasaki Heavy Industries, wyłącznie po to, by dyscyplinarnie zwolnić ich projektantów. Dopiero trzecia generacja wygląda dobrze. Dziś ponownie aktualnie sprzedawany ZX10R w porównaniu z R1 prezentuje się jak wciśnięty w garnitur Sebix przy Ekskluzywnym Menelu, ale dopóki nie zatrudnią mnie w Japonii, tak właśnie będzie.

kawasaki-ninja-3

Wrażenia z jazdy

Opisanie wrażeń z jazdy Kawasaki ZX10R będzie trudne, ponieważ nie mogę używać słów, które przychodzą mi do głowy. Ogólnie rzecz biorąc jest to maszyna torowa, wyposażona w kilka elementów pozwalających na homologowanie jej do użytku na drogach publicznych. Wystarczy spojrzeć na zachowanie linek gazu podczas maksymalnego skrętu kierownicą w lewo - niewykorzystywanego z reguły na torze. Widać to również po sposobie zamontowania akumulatora, a dokładnie po tym, na czym on leży. Tego typu rozwiązań jest więcej.

Nie jest to maszyna do codziennego dojeżdżania do pracy czy turystycznych wypraw w Bieszczady. To dwukołowy diabeł i tak należy go użytkować. Maszyna prowadzi się niesamowicie pewnie. Ma tę dziwną cechę, że mimo iż jest lekka, bo waży na sucho 179 kg, wykazuje stabilność znacznie cięższego pojazdu. Paradoksalnie jednak nie przeszkadza to w szybkich zmianach kierunku i pochylenia. To niecodzienne uczucie.

Pewnym problemem jest wychodzenie z zakrętów. Trzeba uważać, bo nawet utrzymując silnik w niższych zakresach obrotów potrafi fiknąć. Być może po części było to winą nienajlepszego typu tylnej opony zamontowanej na testowanym egzemplarzu. Ninja hamuje stabilnie jak turystyk. To zdecydowanie nie GSX-R.

Dla kogo Kawasaki Ninja ZX10R

Kawasaki Ninja ZX10R trzeciej generacji to w oczywisty sposób motocykl dla osób potrafiących jeździć. Proszę mi wierzyć, że niedoświadczony kierowca, nawet jeśli będzie bardzo uważał, prędzej czy później zrobi sobie na tym pojeździe krzywdę. Ta maszyna z wolnych obrotów w jeździe miejskiej rwie przyczepność. Właściwie to trzeba przyjąć, że nawet podczas bardzo spokojnej jazdy będzie traciła kontakt z nawierzchnią i trzeba być na to gotowym. Dwieście koni nie wybacza białych linii na drogach i asfaltu naprawianego kamykami z lepikiem.

Doświadczeni bikerzy to osoby posiadające swoje preferencje wynikające ze zniuansowanych, indywidualnych cech poszczególnych motocykli. Fanowi wysoko kręconej R1 nikt nie sprzeda Ninji. To samo dotyczy miłośników Ducati. Oni cenią inne walory.

Kawasaki Ninja ZX10R to propozycja dla kogoś, kto dobrze ogarnął sześćsetki, kto przynajmniej kilka razy pojawił się na torze i to nie w charakterze widza oraz kogoś, kto zdarzył już nabrać respektu dla dwukołowych maszyn. Jeśli chcesz wejść do grona ludzi niejeżdżących litrami, ale potrafiących nimi jeździć - rozważ, czy byłoby Ci do twarzy w zielonym.

Autor: Piotr Tanalski

ZOBACZ TAKŻE