Wiedza

Włoskie hyper nakedy - co sprawia, że tak się nimi zachwycamy?

Nowe włoskie Hyper Nakedy MV Agusta Brutale 1000 Serie Oro i Ducati Streetfighter V4 to zdaniem wielu genialne połączenie diabelskiej mocy z anielskim pięknem. A co ty o tym myślisz?

Hyper Nakedy, zwane niekiedy dla niepoznaki power nakedami, to rodząca się klasa motocykli, stanowiąca odpowiedź na globalną niechęć do plastiku. Najpotężniejsze, ultrasportowe motocykle postanowiono oddawać klientom przed uzbrojeniem je w osłony aerodynamiczne. Tak powstały pojazdy, zdolne osiągać 300 km/h będąc totalnie nieodpowiednimi do jazdy z takimi prędkościami. By podróżować takim jednośladem w ten sposób, trzeba mieć pewne części ciała na tyle potężne, by ich masa utrzymała kierowce na maszynie. Dlatego w Polsce jedynym kierowcą testowym ma zostać piszący te słowa.

MV Agusta, nadając nazwę modelowi Brutale 1000, dopuściła się pewnej manipulacji. Nazywając motocykl mogący osiągnąć z wydechem SC Project 212 KM i 115,5 Nm - "Serie Oro", czyli złotą serią, zaleciła tłumaczenie tego sformułowania z języka włoskiego. Tymczasem w rzeczywistości chodziło o łacinę. Tam słowo „Ora” oznacza - módl się. Kiedyś na zbiornikach motocykli z Italii umieszczano nalepki ze stosownymi modlitwami do odmówienia przed przekręceniem kluczyka, w intencji tego, by silnik zaskoczył. Dziś mają być naklejane inne. Dotyczące opieki nad życiem kierowcy.

Ducati Streetfighter V4 to kolejny przykład triumfu fantazji i artystycznej wrażliwości konstruktorów nad rozumem. W tym przypadku pod bakiem stacjonuje 208 KM i 123 Nm. Jeśli ten wyścig zbrojeń będzie trwał dalej, może dojść do tego, że Kawasaki odkręci owiewki z Ninji H2R. Wtedy sznurówki obu butów będzie trzeba zawiązywać na pęk pod motocyklem.

Jaki jest prawdziwy sens budowania takich pojazdów? Miałem okazję pojechać nakedem 260 km/h i wiem, że pewnie da się i 300. Oczywiście pod warunkiem mocnego zagryzienia uzębieniem pokrywki zamka korka paliwa i podłożenia stóp pod podnóżki. Będzie to jednak przeżycie w typie pokazywania środkowego palca łysym dżentelmenom na stadionie. Nie wiem czy ktoś będzie miał ochotę na powtórkę.

Prawdę mówiąc rozumiem sens istnienia takich motocykli. Kiedyś, kiedy kolejny raz w życiu odkręciłem do oporu stukonnej maszynie typu naked, pomyślałem, że to cudowne uczucie. Jedno z najwspanialszych w życiu. I że jeśli podobnie odkręciłbym dwustukonnemu litrowi to poczułbym to samo, razy dwa. Dosiadłem więc najsłynniejszego motocykla klasy 1000. Tego, którego bali się nawet licencjonowani zawodnicy. Pierwszej generacji Ninji.

Przeżyłem wtedy największe rozczarowanie w życiu. Jeśli takiej bestii naciągniesz linkę gazu do maksimum, nie poczujesz niczego szczególnego. Poza zdumieniem cyframi na wyświetlaczu prędkościomierza zmieniającymi się w szaleńczym tempie. Po prostu ultrasportowa pozycja, owiewki i zadupek zabijają całą grozę tej sytuacji. Przyspieszenie do 200 km/h na sportowym plastiku i to samo na nakedzie smakuje totalnie inaczej. W drugim przypadku niebezpiecznie bardziej fascynująco.

Tę prosta prawdę jako pierwsi zrozumieli ludzie z Suzuki. Obdzierając Hayabusę z plastiku stworzyli B-Kinga, który zapoczątkował erę urządzeń do brudzenia bielizny. Potem byli pomarańczowi. Wyprowadzając z fabryki Super Duke 1290 pokazali, że chcąc poczuć przyspieszenie rakiety musimy wystawić się na opór powietrza jak ona. Włosi dodali do tej chorej zabawy esencję piękna, chcąc usprawiedliwić jej absurd. Dziś trwają podobno prace nad dodaniem kół do silnika Dreamlinera.

Dokąd doprowadzi nas ten wyścig? Kto pierwszy przedstawi nakeda z silnikiem 300 KM? Nie ulega wątpliwości, że będzie to MV Agusta lub Kawasaki. Czekam na ten moment z niecierpliwością. Zanim odpalę taką maszynę, nakleję sobie na zbiornik paliwa naklejkę z cytatem z Franza Maurera. "A kto umarł ten nie żyje"...

Autor: Piotr Tanalski

ZOBACZ TAKŻE