Aktualności

Najgorszy świąteczny prezent - Wasze historie

Z trafionego prezentu cieszymy się zwykle kilka dni czy tygodni. Najgorsze podarunki wspomina się za to całe życie! Dlatego w ramach świątecznego rozluźnienia mamy dla Was garść opowieści o nietrafionych prezentach. Bawcie się dobrze!

Bartłomiej: Pewnego razu na święta Bożego Narodzenie zawitała do mnie dawno nie widziana przeze mnie ciocia. Kiedy ja ostatni raz widziałem, obiecała mi super prezent na kolejne świta. Gdy przyjechała spytałem, czy pamięta, co obiecała mi ostatniego razu. Odpowiedziała, że zapomniała, ale ma dla mnie prezent. Dostałem skarpety i bon na 20 zł do Rossmanna!


Irmina: Dostałam świąteczny zestaw do pielęgnacji motocykla miedzy innymi smar do łańcucha :D i teraz pytanie, gdzie tu ten nieudany prezent. Otóż napęd był na pasie :/


Aleksandra: Najbardziej nietrafiony prezent dostałam będąc dzieckiem. Dlatego najbardziej nietrafiony, bo najbardziej rozczarowujący (teraz podchodzę do prezentów z dystansem, ale jak się jest dzieckiem, nawet 8-letnim, to się wszystko przeżywa milion razy bardziej...).

Zafascynowana wieczornymi spotkaniami karcianymi rodziców z ich znajomymi oraz poznawszy tajniki pasjansowe, zapytana przez pewną ciocię o to, co chciałabym dostać na urodziny, bez wahania niemal wykrzyczałam "Karty!!!". Naprawdę brakło mi słów, kiedy w dniu urodzin odpakowałam prezent od tej cioci, owszem - karty - ale... do "Piotrusia"... :(


Bartek: Nie wiem, czy ktoś już na coś takiego wpadł oprócz mojej babci, ale dostałem na gwiazdkę mop do sprzątania. Sam nie mogłem uwierzyć. Standardem są również prezenty typu gratis wydawany przy okazji pokazów garnków itp.


Konrad: Mój najbardziej nietrafiony prezent to krem podkładowy pod makijaż dla kobiet. Pudełko było brązowe z napisem krem i wyglądało jak krem dla mężczyzn. Dopiero głębsza analiza wykazała co to jest. Z racji tego krem trafił do kosmetyków żony.


Alicja: Już dosyć długo chodziłam ze swoim chłopakiem. Rodzice nawet śmiali się, że już prawie jesteśmy, jak stare dobre małżeństwo :P Wspólne wyjazdy, wypady nad morze, w góry, czas spędzany u mnie, u niego. Praktycznie takie przysłowiowe papużki nierozłączki :) Wszędzie i zawsze razem. Po pewnym czasie wprowadziłam się do narzeczonego, a że nie mieszkał w Polsce - dość długo nie widziałam swoich rodziców. Przyszedł jednak czas na odwiedziny. Akurat był to okres przedświąteczny. Kiedy wylądowaliśmy, Polska przywitała nas pięknym, świeżym, białym puchem i mnóstwem kolorowych światełek i innych różnorakich ozdób świątecznych. Było po prostu pięknie. Naprawdę :) Przyznam, że taki widok cieszył oko. Nie tylko moje, bo Krzysiek był równie zachwycony.

Trochę nam to zajęło, ale dojechaliśmy do mojego rodzinnego domu. Oczywiście wspólna kolacja, bo na obiad już niestety nie zdążyliśmy, chociaż mama miała nadzieję, że się uda. Chyba chciała się pochwalić przyszłym zięciem przed ciotką, która akurat tego dnia ich odwiedziła :P Spędziliśmy miło czas, choć zauważyłam, że rodzice trochę tak dziwnie na mnie patrzą. Bacznie obserwowali mnie cały czas uśmiechając się. Zupełnie tak, jakby mieli mi coś powiedzieć, spytać się, czy zupełnie odwrotnie-czekali, aż ja im coś powiem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, o co im chodzi, aż do czasu.. No właśnie- do czasu, gdy w wigilijny wieczór dostałam swój prezent :) W sumie to nie był on tylko mój :D Rodzice sprezentowali nam piękny wózeczek dla dziecka :P

Zaskoczyli nas tym tak, że dobrą chwilę staliśmy, jak osłupiali uśmiechając się do siebie z lekkim zakłopotaniem. Podziękowaliśmy serdecznie, równocześnie wyprowadzając rodziców z błędu oznajmiając, że nie spodziewamy się jeszcze dziecka. - A twój brzuszek? Zapytała mama. Brzuszek? Musiało mi się troszkę przytyć - odpowiedziałam szybko, po czym wszyscy wybuchnęliśmy niekontrolowanym śmiechem :) Jak się później okazało, to mamuśka wpadła na ten pomysł, tłumacząc się później, iż myślała, że to pierwsze miesiące. Jak się okazuje, nic nie umknie matczynemu oku. Nawet te parę kilo :) A wózeczek myślę, że jeszcze nam się przyda :)


Marcin: Na 20 urodziny dostałem od rodziny z Anglii paczkę. Spośród rzeczy, które się w niej znajdowały, wyciągnąłem kartkę urodzinową. Napisane na niej było: "Dla Mariusza, z okazji 18 urodzin..."


Maciej: No nawet by się mogło wydawać, że trafiony, ale nie w czas. Zestaw karabinków do wspinaczki od ukochanej. Dlaczego nietrafiony, potrzebne mi tylko do wspinaczki, którą uprawiałem razem z nią i jej byłym facetem. Logiczne dla mnie było, żeby zakończyć ich znajomość i w związku z tym zakończyć wspinanie się. No i tak zrobiłem, w lipcu. Obydwoje przestaliśmy się wspinać i kontakt z tamtym gościem przepadł. Karabinki miały zmusić mnie, żebym znów zabrał kobietę na wspinanie, wiadomo do kogo. Oczywiście się nie dałem namówić, jednak ona stwierdziła, że wróci sama do wspinania i do tego gościa.

ZOBACZ TAKŻE