Relacje

Relacja z I Rajdu Flaq organizowanego ku pamięci Michała Flakowskiego

Przed Wami relacja z pierwszego Rajdu Flaq, organizowanego ku pamięci naszego kolegi Michała Flakowskiego. 

Jednym z nieodzownych elementów motocyklizmu jest ryzyko. Wsiadając na motocykl (nieważne, czy sportowy, turystyczny, naked, czy cruiser) zawsze godzimy się na to, że w razie kolizji nie ochroni nas warstwa metalu. Możemy to ryzyko minimalizować poprzez odpowiedni ubiór, odpowiedzialną jazdę, dbanie o stan techniczny maszyny, niemniej jednak nie jesteśmy bogami - wszystkich ewentualności nie unikniemy. Czasami jest tak, że zadbamy o wszystko, ale do równania dołącza drugi użytkownik drogi, który niekoniecznie musi się kwestią bezpieczeństwa przejmować tak bardzo, jak my.

Ku pamięci Michała Flakowskiego

Tak też stało się w przypadku Michała, znanego większości z nas jako Flaq. Wszystkich poraziła wieść o wypadku, w którym Flaq zginął, a Brick odniósł ciężkie obrażenia. Mimo świadomości ryzyka zawsze mamy nadzieję, że złe ominie nas i naszych bliskich, a gdy tak się jednak nie staje, wraz z żałobą przychodzi brutalne zderzenie z rzeczywistością o tym, jak niewiele potrzeba, by bez własnej winy stracić życie.

W tym wypadku z żalu po stracie przyjaciela wykiełkowało jednak coś jeszcze. Pomysł kontynuacji projektu, którego Michał się podjął i który chciał zrealizować z nami wszystkimi. Tym sposobem 7 września, w godzinach popołudniowych, po 8 godzinach nerwowego wysiadywania w pracy, ruszyłem do śląskiego Koszęcina, by razem z pozostałymi członkami społeczności Paciak.pl uczestniczyć w I rajdzie Flaq. Coś, co w założeniu miało być imprezą zorganizowaną przez Michała dla innych, stało się sposobem na uczczenie jego pamięci.

flaq6a

W połowie drogi, mimo nawigacji udało mi się zgubić - co nie nastrajało zbyt optymistycznie, biorąc pod uwagę, że zaraz mam uczestniczyć w rajdzie na orientację - jednak w końcu udało mi się dotrzeć na miejsce, by móc ujrzeć znajome twarze i wspólnie przy ogniu podzielić się wspomnieniami, jak i planami na przyszłość. Mimo sposobności wszyscy (niektórzy bardziej, niż inni) pilnowali się, by nie wypić za dużo, gdyż następnego dnia czekały nas wyzwania przygotowane przez Katerę, Bricka i Noriada i Monetę.

A czy Ty umiesz postawić maszynę na stopkę centralną?

Po przebudzeniu, bladym świtem (po 9:00) zjedliśmy szybkie śniadanie, by następnie zasiąść w świetlicy i wziąć w udział w prowadzonym przez - jak zwykle, fenomenalnych - ratowników Fundacji Ratownictwo Motocyklowe Polska szkoleniu z zakresu pierwszej pomocy. Po szkoleniu szybkie przygotowania i już chwilę później, we wcześniej ustalonych dwuosobowych drużynach, wyposażeni w roadbooki i zadania, ruszyliśmy stawiać czoła wymyślonym przez organizatorów zadaniom.

flaq6

W trasie poza umiejętnością nawigacji niezbędna okazała się spostrzegawczość, nieszablonowe myślenie, oraz kreatywność. Zadania były zróżnicowane - od zrobienia sobie zdjęcia z ukrytym elementem otoczenia, przez uzyskanie informacji dostępnych na punktach, po ułożenie określonej liczby słów z literek dostępnych na placu zabaw.

flaq2

Gdy wróciliśmy do ośrodka, czekał już na nas obiad i część sprawnościowa rajdu, w której sprawdzona została nasza wiedza praktyczna z zakresu pierwszej pomocy, zasad ruchu drogowego, ale też celne oko czy umiejętność postawienia motocykla na stopkę centralną. Wydaje się proste, ale z punktu widzenia osoby, która nigdy motocykla z “centralką” nie posiadała, okazało się to niezłym wyzwaniem.

flaq4

Po zaliczeniu wszystkich wyzwań i oddaniu kart udaliśmy się w kierunku grilla by resztę dnia spędzić na zabawie i poznać wyniki rajdu. Zwycięzcy otrzymali gadżety przydatne motocyklistom, natomiast każdy uczestnik mógł liczyć na dyplom uznania za udział w rajdzie i odblaskowy pokrowiec na kask, który w razie kolizji może służyć za trójkąt ostrzegawczy. Zabawa tradycyjnie trwała do późna i zdecydowanie wpłynęła na godziny wyjazdu niektórych uczestników imprezy następnego dnia.

Dbajmy o siebie

Niedzielny poranek jest zawsze moją zmorą na takich imprezach. Nie cierpię tego momentu, gdy po śniadaniu wszyscy udają się do swoich domków, by w ciszy oddać się pakowaniu. Nie cierpię też pożegnań z tymi ludźmi. Kiedy ekipa jest rozsiana po całej Polsce, a zloty odbywają się dwa, może trzy razy do roku, jeden weekend jest czasem zdecydowanie zbyt krótkim, by w pełni nacieszyć się towarzystwem. Niemniej jednak smutna rzeczywistość oraz widmo poniedziałkowej pracy przeważyło i krótko po południu byliśmy już w drodze do Poznania, wioząc z sobą bagaż kolejnych, pięknych wspomnień.

Nie mogę się doczekać kolejnego rajdu. Przykre jest, że towarzyszyły jej tak smutne okoliczności, dlatego nie jestem w stanie przecenić żadnej inicjatywy, która dąży do zwiększenia świadomości motocyklistów na drodze. Uważajcie na siebie, myślcie za siebie i za innych uczestników drogi, żebyśmy mogli spotykać cię jak najczęściej i jak najdłużej.

Do zobaczenia!
Tomasz Wichtowski
Paciak.pl

PS Dzień po zlocie obudziła mnie wiadomość, w którą trudno mi było uwierzyć. Jeden z uczestników - Denerys, którego nikomu w społeczności nie trzeba było przedstawiać, zginął po kolizji z ciężarówką, wracając z Rajdu do domu. Trudno jest wyrazić słowami ból, jaki po nim pozostał. Był osobą, obok której nie dało się przejść obojętnie.

flaq7

Pozostawił tu z nami żonę i syna. Łączymy się z nimi w bólu, bo jak Lena sama napisała, byliśmy dla niego drugą rodziną.

ZOBACZ TAKŻE