Relacje

Motocyklowe inspiracje Held: Na dwóch kołach z Polski do Nepalu

Przeczytaj relację Jagody Poszytek z niesamowitej podróży do Azji. W siedem miesięcy na kołach przejechała przez pół świata - z Redy do Nepalu.

„Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę" - Święty Augustyn.

Świat jest wielki. Świat jest piękny. Widzieliśmy tak wiele pięknych scen, pięknego świata, pięknych ludzi. I niemal tak samo wiele smutku i brzydoty. Przekraczaliśmy granice kulturowe, nie we wszystkich się odnajdując. Przemierzaliśmy drogi asfaltowe, szutrowe, piaszczyste i błotniste. Przepychaliśmy się w korkach i jeździliśmy otoczeni jedynie bezmiarem gór. Bywało nieprzyzwoicie gorąco i niemożliwie zimno. Budziło nas na przemian słońce, deszcz, śnieg i mgły. Na szczęście, głównie słońce. Nocami towarzyszyły nam gwiazdy, cisza, cykady, czasem odgłosy miasta, rzadziej krzyki i zbyt głośna muzyka. Większość nocy spędziliśmy pod namiotem, część w hostelach i gościńcach.

W pogoni za marzeniami wystartowaliśmy w ostatnią środę czerwca 2018 roku, o świcie, z Redy. W ciągu siedmiu miesięcy dojechaliśmy motocyklami do Nepalu, dalszą część podróży kontynuowaliśmy z samymi plecakami. Rumaki poleciały do Polski. W siodle byliśmy w sumie siedem miesięcy, przejechaliśmy ponad trzydzieści dwa tysiące kilometrów. Przekroczyliśmy granice czternastu państw. Niektóre państwa przejechaliśmy tranzytem, niektóre pochłonęły nas na dłużej. Najpiękniejsze tereny do jazdy dla naszych Suzuki DR 650, znaleźliśmy w Kirgistanie i Tadżykistanie, tam wrócimy na pewno. Obyło się bez wielkich napraw, motocykle spisały się znakomicie. Regularna wymiana olejów, czyszczenie gaźników i przyjacielskie stosunki z naszymi rumakami wystarczyły. Przez całą drogę złapaliśmy cztery gumy, z czego pierwszą w Pakistanie, po dwudziestu pięciu tysiącach kilometrów.

Najsmutniejsze w naszej wyprawie było obserwowanie nieskalanych turystyką miejsc, które znikają bezpowrotnie. Najpiękniejsze, że mogliśmy je jeszcze zobaczyć. Podróż na własnych motocyklach daje ogromną wolność, bezmiar możliwości i swobody. Na świecie wciąż istnieją państwa, które można zjeździć wzdłuż i wszerz, wybierając malownicze drogi, które prowadzą przez zielone doliny, dzikie rzeki i rwące potoki, skaliste zbocza i usiane kwiatami pagórki. Niektóre z mijanych po drodze wiosek wciąż nie mają dostępu do prądu, brak tam sklepów, asfaltu, Internetu. Po Azji Centralnej, bo o niej mowa, można jeździć całymi godzinami, czasem cały dzień, lub dwa, nie spotkawszy człowieka. Czasem towarzyszył nam jedynie wiatr szumiący między dolinami, ogromne ptaki i stada jaków. Trafił się nawet jeden wilk.

Podróże kształcą, to pewne. Poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi na naszej drodze, ich historie, marzenia i ograniczenia. O wielu mijanych osobach snuliśmy wymyślone historie na podstawie zaobserwowanego otoczenia. Staraliśmy się pamiętać, że to my jesteśmy intruzami na ich terenie i akceptować ich często odmienną kulturę. Nie zawsze nam wychodziło, szczególnie w Indiach i Pakistanie, gdzie przytłoczył nas gwar, ruch uliczny i przyzwyczajenia mieszkańców. Nie mogliśmy pogodzić się z ich stylem jazdy po drogach, z traktowaniem kobiet, z przepisami dotyczącymi turystów. Tęskniliśmy wtedy za swobodą, jaką mieliśmy w Azji Centralnej. Mimo wszystko, to właśnie w Indiach spędziliśmy najwięcej czasu, próbując zwiedzić mały skrawek tego olbrzymiego państwa.

Decyzja o takim wyjeździe nie należy do najłatwiejszych. Przygotowania do poruszania się po Azji własnym środkiem transportu, także nie są proste i przyjemne. Sporo czasu poświęciliśmy na załatwianie wiz do kilku państw, których nie da się, lub bardzo ciężko jest załatwić „na trasie” (Rosja, Pakistan, Indie) oraz „paszportów” dla naszych motocykli. Ten ostatni dokument, czyli „Carnet de Passages” umożliwia wjazdy i wyjazd do niektórych państw (nam przydał się w Iranie, Pakistanie, Indiach i Nepalu) bez konieczności płacenia cła. Podróżowanie po Azji jest względnie niedrogie, szczególnie jeżeli decyduje się na spanie pod namiotem i gotowanie na własnej kuchence. Najdroższe okazują się wizy i wydatki związane z motocyklami. Cena benzyny, po wyjechaniu z Europy, jest naprawdę niska, wzrasta dopiero w Pakistanie.

Przy wyruszaniu w tak długą drogę, kluczowy jest oczywiście wybór odpowiedniego motocykla, ale także całego dodatkowego wyposażenia. Jeśli popłyniemy z luksusami, nasz motocykl stanie się ciężki i nieforemny. Nam udało się spakować do dwóch sakw materiałowych o łącznej pojemności sześćdziesiąt litrów i czterdziestopięciolitrowej torby na wierzch (każdy motocykl miał taki zestaw). Torba służyła głównie jako schronienie dla turystycznego plecaka oraz jednego laptopa, a czasem zapasów jedzenia. Po tylu miesiącach testowania różnych sprzętów, ubrań i narzędzi, mamy postanowienie na kolejny raz, aby spakować się w o połowę mniejszy bagaż.

Jeżeli chodzi o wybór trasy, dojechaliśmy do Nepalu drogą okrężną, przez Azję Centralną. Ale wariantów jest wiele. Zamiast jechania przez Rosję mogliśmy wybrać prom przez morze Kaspijskie, zamiast części Azji Centralnej mogły być Chiny, lub na skróty, Iran, a wszystko można robić w dowolnych wariacjach i pętlach. Na pewno największym błędem logistycznym tego wyjazdu było zaplanowanie przejazdu przez tak wiele państw, w tak krótkim czasie. Chcąc porządnie zwiedzić państw, na każde z nich należałoby przynajmniej podwoić mijane na trasie czas, który tym razem w nich spędziliśmy. W planowaniu trasy trzeba wziąć pod uwagę pory roku, monsuny i upały oraz pamiętać o ograniczeniach czasowych spowodowanych ważnością wiz.

Po tym wyjeździe mamy na pewno porządne podłoże, rozeznanie, wiemy dokąd chcielibyśmy wrócić, albo jakiej pory roku w danym państwie uniknąć. (Na przykład sierpnia w Gruzji). Znamy mocne i słabe strony motocykli, a przede wszystkim poznaliśmy się lepiej, niż kiedykolwiek wcześniej.

Na zakończenie przygody pozwoliliśmy sobie na wypoczynek na wyspach należących do Indii, Andamanach. W końcu daliśmy odpocząć naszym kręgosłupom, a skórze nacieszyć się słońcem. Wypoczęci, po ponad ośmiu miesiącach, wróciliśmy w marcu 2019 roku do domu.

Galeria zdjęć


Gdzieś na bezdrożach Pamiru. Bartang Valley, około 3000 m n.p.m. Tadżykistan 2018

motocyklowe inspiracje held 14 skala

Darwaza, "wrota do piekieł" za dnia. Turkmenistan 2018

motocyklowe inspiracje held 2skala


Wrześniowy śnieg w Pamirze. Tadydżykistan 2018

motocyklowe inspiracje held 1skala

 
Najwyższy punkt na całej trasie dla motocykli. Przełęcz Akbajtał. Tadżykistan 2018

motocyklowe inspiracje held 13 skala


Jesień w Pakistanie. Humza, październik 2018

motocyklowe inspiracje held 3 skala

 
Złota Świątynia, Amristar. Indie 2018

motocyklowe inspiracje held 4 skala


Ice Lake (4620 m n.p.m.). Nepal 2018

motocyklowe inspiracje held 6 skala


Bhraka. Nepal 2018

motocyklowe inspiracje held 5 skala

 
Ulica Bhaktapur, koło Katmandu. Nepal 2019

motocyklowe inspiracje held 7skala


Park Narodowy Borjomi. Gruzja 2018

motocyklowe inspiracje held 9 skala

ZOBACZ TAKŻE